Gra szła o wszystko
| |
Gra szła o wszystko, ale jak ją wygrać? Szermierka to przedziwny sport. Możesz być w najlepszej formie, lecz nigdy nie da się przewidzieć czy zwyciężysz. Bo wspaniała technika, żelazna kondycja, szybkość, refleks - to jeszcze nie wszystko. Decydują przede wszystkim nerwy. Możesz mieć najlepszy dzień a byle co wyprowadzić cię z równowagi. Raz będzie to przypadkowe, „głupie" trafienie, którego nie zdołałeś sparować, innym razem błędna analiza sędziego. Lub sprzęt, zwykły sprzęt, który sprawdzałeś sto razy i który tym razem szwankuje. Zapinka przy kamizelce nie trzyma jak należy i przewód co chwilę się odpina. Już jesteś „ugotowany", już twój spokój diabli wzięli, już myślisz o wszystkim, tylko nie o tym co należy. A gdy jeszcze floret „nie gra", gdzieś na kablu jest zwarcie, gdy raz i drugi trafisz, a aparat sygnalizuje białym światłem nieważne pole - o zwycięstwie nie masz nawet co marzyć. Miesiące treningu, setki godzin spędzonych w przepoconych dresach na dusznej sali, tysiące tych samych akcji - możesz zapisać na straty. Woyda znał to dobrze, ale wolał o tym nie myśleć. Rok 1972^ zaczął się przecież dobrze. Wygrał kilka wielkich turniejów, po raz czwarty zwyciężył w nowojorskim Martini Rossi, był trzeci w uważanym za trudniejszy od mistrzostw świata, Copa Giovanini w Bolonii, a przed Igrzyskami zdobył także mistrzostwo Polski.
| |